środa, 20 marca 2019

Przeprowadzka


Z dumą pragnę ogłosić, że uruchomiłem mojego bloga na nowo na innej platformie, na którą niniejszym serdecznie zapraszam. Od dziś Qbalę Kapelusza znajdziecie tutaj:

http://qbalap.fotoduell.pl/

wtorek, 23 października 2018

Jak wytresować smoka w Odenwaldzie,
czyli dzień trzeci.

 
Pomimo nocnej zmiany czasu, z zimowego na letni, o której zupełnie zapomniałem, udało  mi się nie zaspać na wschód słońca. Miejscówkę znalazłem i zarezerwowałem sobie poprzedniego wieczora i tak w porannym półmroku spieszyłem już uliczkami miasteczka, z aparatem na szyi, statywem pod pachą i plecakiem na tym, na czym się go zazwyczaj nosi. Celem było wzgórze zamkowe, a czas uciekał jak szalony. Miasteczko spało jeszcze i nie ma mu się, co dziwić była w końcu niedziela, a uszczuplony czas spania o godzinę dawał się odczuć. Panowała, więc zupełna cisza, zakłócana od czasu do czasu, z rzadka przejeżdżającymi samochodami. Dotarłem do murów zamku i rozpocząłem wspinaczkę  na mury.

sobota, 25 sierpnia 2018

Sarny, jelenie i morze głazów czyli Odenwald cz. 2


Poranek przywitał mnie pięknym słońcem. I choć w planach miałem niezwłoczny start w kierunku Ogrodu Angielskiego w Eulbach, to nie mogłem sobie darować zobaczenia jeszcze raz rynku w pięknym wiosennym słońcu. Ogarnąłem, więc śniadanie, spakowałem busa, wziąłem aparat i poszedłem jeszcze na krótki spacer po rynku. W czasie, którego udało mi się zdobyć nowego pina na kapelusz.

piątek, 27 lipca 2018

Weekendowy wypad do Odenwaldu cz. 1


Piątek, weekend, bus, włóczęga. Ten ciąg przyczynowo-skutkowy stał się od pewnego czasu oczywisty. Jest tylko jedna zasada. To musi specjalny piątek. Bo dla innych, może i piątek jest jednoznaczny, dla mnie niestety, nie jest on taki oczywisty. Jaki więc jest ten specjalny piątek? Jest to piątek przed wolnym weekendem. W takie piątki, mogę spakować busa i ruszyć gdzie bądź. Tak też zrobiłem w ten, pochmurny, wiosenny, ale wolny... piątek (zna ktoś synonim do piątek?) Cel od dawna odkładany, acz niedaleki - Odenwald. Wyżynna kraina położona pomiędzy Frankfurtem nad Menem i Stuttgartem, w pionie, a między Renem i Menem w poziomie.

wtorek, 15 maja 2018

Nad morzem północnym w Wilhelmshaven


Tak się zdarzyło, nie pierwszy z resztą raz, że trafiłem nad morza północnego wybrzeże. Styczeń, to może niewymarzona pora by nad morze jechać..., chyba dla was! Środek zimy to najlepsza pora by cieszyć się pięknymi plażami i morskimi falami... w samotności. Najlepszy moment na nadmorską fotografie i samotny wzdłuż wody spacer. Ale może akurat nie, kiedy zimny wieje. Mój spacer, rozpocząłem więc od kawy w nadmorskiej restauracji. Gorącej kawy. Kawy z nadzieją, z taką nadzieją, że może, gdy ją wypije, wyjdzie słonko i zrobi się trochę cieplej.

piątek, 6 kwietnia 2018

Kapelusz w Monachium


Po dniu spędzonym na dzikim narceniu po alpejskich stokach, nadszedł czas na opuszczenie Austrii. I tak, kamper i kapelusz dotarli do bawarskiej stolicy - Monachium. Gdzie razem z cahirrem udaliśmy się do Olympiapark, pozostałości po roku 1972, gdy rozgrywały się tu letnie igrzyska olimpijskie. Igrzyska, o których pamiętamy, głównie przez pewien krwawy incydent. Zanim jednak dotarliśmy do wioski olimpijskiej, poszliśmy rozgrzać migawki w domu BMW.

czwartek, 1 marca 2018

Hallstatt - kolejne spełnione marzenie


Poranek wstawał leniwie, wiem, bo obserwowałem jego leniwe wstawanie zza kierownicy. Myślałem, że gdy rano wyjeżdżać będę z parkingu, będzie świtać. Niestety dzisiaj wyjątkowo wyprzedziłem świt i witałem się z nim, jadąc na poszukiwania parkingu. Powoli robiło się widno, a ja mogłem dojrzeć góry i jezioro, których poprzedniego dnia z uwagi na wszechogarniającą ciemność, nie widziałem. Tako też skoro pojawiły się góry, a czasu miałem dość, zatrzymałem się na parkingu przy drodze, by rozruszać zaspaną migawkę.

wtorek, 13 lutego 2018

Kamperowej wyprawy ciąg dalszy


Po smacznie przespanej, w cieplutkim busiku nocy, nastał praski poranek nad Wełtawą. Poranek pełen deszczu, chłodu i chmur. Poranek, który zupełnie nie zachęcał, by cokolwiek zwiedzać, ba, nie zachęcał nawet by wychodzić z ciepłego i przytulnego busika. Kapelusz leżał smętnie przy oknie spoglądając na moczony grubymi kroplami krajobraz i zdawał się mówić "Stary, zapomnij, że w tę pogodę gdziekolwiek wyjdę skoro mam urlop." Spojrzałem na aparat, ale i on nie pałał chęcią moczenia obiektywu. Tylko książka uśmiechała się do mnie nieśmiało. "Chłopaki! Zjedzmy, zatem śniadanie w spokoju i zróbmy to, co normalni ludzi na urlopie - nie stresujmy się." Kompani podróży przystali na moją propozycje, wziąłem się zatem za przygotowanie śniadania. Bo pomimo tej całej personifikacji, byłem jedynym osobnikiem w busie, który by żyć potrzebuje jeść.

poniedziałek, 5 lutego 2018

Pierwsza Wyprawa Kamperem
Praga



 Po drobnych przygodach, oraz znacznym opóźnieniu, wreszcie rozpocząłem dziewiczą podróż busem. Pierwsze pakowanie i przygotowanie kampera do zimowej wyprawy zaowocowało czterogodzinnym opóźnieniem ze startem, ale to jest właśnie największa zaleta podróżowania kamperem, że nigdzie nie muszę się spieszyć i w każdej chwili mogę zmienić plany. Choć do końca nie byłem pewien czy wziąłem wszystko - ruszyłem, by już po niespełna 5 godzinach znaleźć się w centrum Pragi i jeść kolacje na kempingu z widokiem na Wełtawę.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Świąteczna wizyta w Małej Moskwie



Święta, święta i po świętach, jak to mówią maruderzy. Korzystając z poświętowego wolnego, zaprowadziły mnie nogi, a bardziej koła, do Legnicy. No dobra sam z siebie tam nie pojechałem, przekonała mnie pewna szalona Blondynka, której pierwej pragnę posłać najserdeczniejsze pozdrowienia. Słoneczna Blondynko, bądź więc pozdrowiona i uśmiechaj się wciąż i wciąż, oraz serdeczne podziękowania za bycie moim przewodnikiem przez granice fikcji i rzeczywistości.

wtorek, 31 października 2017

W poszukiwaniu kłódek II
Büdingen


Piątek !!! Magiczne brzmienie tego słowa wyzwala w wielu ludziach bezgraniczną euforię związaną z nadchodzącymi dwoma wolnymi dniami. Świętowanie tej euforii zazwyczaj odbywa się w przeróżnych klubach czy też barach sprawiając, że pozostałe dwa wolne dni mijają szybciej niż samo poniedziałkowe przedpołudnie. Qbala z Kapeluszem piątki przed wolnym weekendem świętują inaczej. I tak, po zwiedzeniu zamku Ronneburg, nadszedł czas na miasteczko, które ten zamek miał ochraniać. W ten sposób znaleźliśmy się w Büdingen mieście dzika z przegniłym ryjkiem.

poniedziałek, 23 października 2017

Bad Orb, w poszukiwaniu odpocznienia...


 Przed kilkoma miesiącami, jeszcze na wiosnę, gdy całe tygodnie spędzałem na naukach w centrum Turyngii, a do domu wracałem tylko na weekendy, w pewną wolną sobotę, moja przesiąknięta wiedzą głowa domagała się odpoczynku. Udałem się, więc w poszukiwaniu relaksu do, po sąsiedzku położonego miasteczka, Bad Orb. Jest to typowo uzdrowiskowe miasteczko, które słynie z term, parku z tężnią i wąskotorowej kolejki parowej. Poza tym jest tu także całkiem urocze stare miasto obfitujące w mur pruski i otoczone kamiennym murem, pozostałością jeszcze z czasów średniowiecznych.

piątek, 13 października 2017

Majorka VI
na drugą stronę wyspy


Wszystko, co dobre kiedyś kończy..., nie oznacza to wszak, że codzienność, do której będzie mi dane niebawem wracać, nie jest dobra. Bywa męcząca, lecz czy można ją nazwać codziennością skoro każdy dzień jest inny? Trafniejszym będzie, więc powiedzieć, że wszystko, czy to dobre czy też złe, ma swój początek i koniec. Wakacji na Majorce również nastawał koniec. Nastawał, bo pozostał jeszcze jeden dzień, ostatni dzień. Taki dzień ma swoje zalety, bo nie trzeba się zastanawiać, który cel podróży wybrać, ponieważ na ostatni dzień został ostatni cel. Odkładany od dawna, bo daleki, ale skoro jest, to trzeba go zdobyć. Tak też, tego dnia, zaraz po śniadaniu ruszyliśmy w wyznaczonym celu, a był nim Cap de Formentor.


sobota, 23 września 2017

Wykorzystaj okazję...,
czyli z życia młodego budowniczego.


Zadzwonił budzik wyrywając mnie ze snu, choć nawet nie wiem czy można nazwać to snem. Cyfry na zegarku układały się w niedorzeczną wartość 03:00. Środek nocy a ja muszę wstać i za godzinę siedzieć już za kierownicą, by zlizywać kolejne kilometry z szorstkiej, betonowej autostrady i rozkoszować się ich słodko gorzkim smakiem. Słodkim, bo nie ma nic lepszego od jazdy po pustej autostradzie w środku nocy. Gorzkim, bo nie ma nic gorszego niż jechać niewyspanym po często monotonnych autostradach. Jeszcze chwilę - szepnąłem do komórki i pogłaskałem przycisk drzemki.

poniedziałek, 11 września 2017

Majorkowe opowieści V
Plaża


Nastał czwartek. Dzień z dawna zapowiadany słonecznym i zaplanowany plażowo. Co, jak co, Kapelusz na plaży dobrym pomysłem nie jest. Otóż ani Kapelusz nie przepada za plażą, ani plaża za Kapeluszem. Ale skoro to, z czego najbardziej słynie Majorka, to piękne plaże, musiał się Kapelusz z plażą przeprosić i dziarsko wyruszyć na spotkanie piaska. Jednak i plaża i Kapelusz w relacji między sobą pozostawali raczej oschli. Już na samym początku została wyznaczona wyraźna granica pomiędzy tymi dwoma bytami. Granicę, niczym mur berliński, wyznaczył ręcznik. Tak odgrodzony został byt sypki o bytu kapeluszowego.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Majorka IV
dzień w którym zapomniałem...,
ale i tak wino piłem...

Jak już, co dnia, przy śniadaniu, wybraliśmy jedną, z wcześniej przygotowanych map, wsiedliśmy i pojechaliśmy. Na pierwszy ogień padło miasteczko Binissalem. Szybko dotarliśmy na miejsce, jeszcze szybciej znaleźliśmy parking, wyjąłem aparat i w miasto. Tylko w całym tym ogromie miejsc do zwiedzenia, zupełnie zapomniałem, co jest do zobaczenia w mieście Binissalem. Po obejściu ryneczku, stwierdziłem, że zasób kadrowy tego miasta jest dość niewielki. Zacząłem, więc zbierać kołatki z odrzwi domów przy rynku leżących. Jedno tylko nie dawało mi spokoju - dlaczego to miejsce widniało na Qbalowych mapach?

piątek, 18 sierpnia 2017

W poszukiwaniu kłódek I
Ronneburg

 

Niemieckie miasteczka i wioski obfitują w różnego rodzaju zamki, twierdze, czy też ruiny. Mimo że jest ich tu wiele, to każdy tego typu obiekt ma swój wyjątkowy charakter. Korzystając więc z wolnych chwil, chętnie odwiedzam te całkiem normalne dla miejscowych, a nadzwyczajne dla mnie obiekty. Tak trafiłem na pochodzący z XIII wieku zamek Ronneburg, którego budowę rozpoczęto około roku 1231, w pobliżu miasteczka Büdingen. W XVI wieku zamek został przebudowany do obecnej postaci i dziś zachwyca wyjątkowym kształtem. W zamku możemy oprócz zwiedzania, napić się piwa w zamkowym ogrodzie, jak również zjeść w zamkowej restauracji, czy też spotkać pawia.

sobota, 12 sierpnia 2017

Majorka - Dzień w którym spadł deszcz


Deszczowy dzień, pochmurny dzień i całkiem chłodny dzień. Jako że z plażowania nici, a także wędrówkowanie zakończone zostać może przemoczeniem, decyzja padła na jaskinie. W końcu do chodzenia pod ziemią niekoniecznie wymagane jest słońce i ogólny stan pogody jest raczej obojętny. Wzięliśmy auto i już po niespełna godzinie staliśmy w kolejce po bilet. Razem z trylionem innych człowieków, którzy wpadli na ten sam, mało oryginalny, przy tej pogodzie pomysł.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Wakacyjne wspomnienia ciąg dalszy
- kołami dookoła koła.


Kolejny, piękny i pełen przygód, dzień rozpoczęliśmy od wypożyczenia kół. Po dwa na głowę, plus jedno gratis dla Kapelusza. Środek lokomocji otworzył nas na nowe możliwości zwiedzania, oraz zwiększył naszą prędkość przelotową na trasie hotel - piękno. Ze wszystkich wcześniej znalezionych i starannie wyselekcjonowanych lokacji, na pierwszy ogień poszło miasto Valldemossa. Śliczna mieścina przepełniona kwiatami, w której spotkaliśmy Fryderyka Chopina.


niedziela, 30 lipca 2017

Sobotnia objazdówka i nowy romans z Capture One


Po tygodniu przepełnionym deszczem, nadszedł w końcu dzień słońca. Szczęśliwie trafiło na sobotę. Korzystając, więc z okazji, wziąłem kapelusz i pojechałem szukać piękna.